Witajcie moi drodzy. Dzisiaj chciałabym zaprezentować wam troszkę ciekawych rzeczy. A mianowicie to jedną:
To był pierwszy dzień Lucy. Dziewczyna o niebieskich
oczach i brązowych kręconych włosach kierowała się właśnie w stronę szkoły.
Bała się, jednak nie dawała po sobie tego poznać. Z wysoko podniesioną głową
szła jedyną drogą do celu. Naprzeciw spacerowała właśnie jakaś starsza
wyrafinowana pani, prowadząc na smyczy swojego wyrafinowanego białego pudelka.
Lucy spojrzała na pieska i zauroczona jego widokiem trochę się zagapiła. W
jednej sekundzie znalazła się na ziemi, zderzając z jakimś chłopakiem. Kartki, które
on trzymał, wzniosły się do góry i powoli opadły na chodnik.
- O rany! Przepraszam, trochę się zagapiłam –
powiedziała nieśmiało dziewczyna i przykucnęła, by pomóc zebrać jego rzeczy.
- Nic się nie stało. Sam to zbiorę – uśmiechnął się
do niej.
Lucy podniosła się i spoglądała z góry jak chłopak
układa kartki. Po chwili on także wstał, wziął resztę swoich papierów od
dziewczyny i jedną ręką przycisnął do piersi cały ich plik. Drugą rękę
wyciągnął w stronę dziewczyny:
- Jestem Ed. A ty?
- Lucy – uścisnęła jego dłoń. – Do szkoły?
- Tak, chyba idziemy do tej samej – odpowiedział.
Lucy przytaknęła i razem ruszyli ścieżką. Przez całą
drogę rozmawiali o wspólnych zainteresowaniach, wakacjach, które niedawno
minęły i o pierwszym dniu Lucy. Ed podtrzymywał ją na duchu, nie chciał, by
czuła się źle w nowej szkole, tym bardziej, że on chodzi tutaj już drugi rok. Nagle
obydwoje stanęli przed wysokim budynkiem. Szkoła robiła wrażenie. Niebieski,
wysoki budynek, z nowoczesnymi oknami i oszklonymi drzwiami sprawiał zachwyt u
Lucy. Na zewnątrz mnóstwo roślin i dużo miejsca, jednak ogrodzenie wokół
sprawiało zawsze największy problem. Kiedy przeszli przez furtkę akurat
zadzwonił dzwonek na lekcje. Ed zerknął na plan lekcji dziewczyny i wskazał jej
odpowiednią drogę do sali.
- Spotkamy się później – szepnął.
Ed nie mógł skupić się na lekcji. Nagle zaczął
słyszeć głosy w swojej głowie. Czuł jakby coś kazało mu gdzieś iść. Już
wcześniej tak było, lecz teraz się nasiliło. Szkoła była bardzo wielka. Miała
mnóstwo pomieszczeń, gdzie noga ucznia nawet nie postąpiła. Było tu dużo
sekretów i ciekawych rzeczy. Lucy też słyszała to w swojej głowie, jednak tylko
przez chwilę. Usprawiedliwiała to przemęczeniem. Obydwoje mimo to nie mogli
doczekać się dzwonka, by w końcu pozwolić nieznanemu głosowi iść gdzie chce. To
coś mimo wszystko musiało skądś się wziąć. Ed był bardzo wrażliwy i podatny na
takie rzeczy, lubił pomagać innym nie oczekując niczego w zamian. Stąd to
wszystko. Kiedy w końcu nadszedł ten moment, kiedy to uczniowie mogli wyjść z
sal, Ed czym prędzej pognał do Lucy. Jednym ruchem złapał ją za rękę i
pociągnął w stronę schodów, na które nie wolno było wchodzić. Dziewczyna
zdziwiona i zdezorientowana starała się uspokoić chłopaka.
- Dobrze, pójdę z tobą, ale zaraz wracamy –
powiedziała.
Weszli na samą górę aż do zakazanego korytarza… a
raczej zabronionego. Chłopak zamknął oczy i zaczął iść przed siebie, starając
się usłyszeć znów to w swojej głowie.
- Tutaj! – krzyknął i nagle otworzył drzwi jednego z
pomieszczeń.
- Cicho, bo ktoś usłyszy – syknęła dziewczyna.
Lucy i Ed byli rozczarowani. Pokój był dosłownie
pusty. Bez żadnych mebli, czegokolwiek. I czego szukać w takim pokoju…
- Na pewno tutaj to słyszałeś? – zapytała.
Napisane z nudów. W sumie nic ciekawego, ale mam nadzieję, że choć trochę może was zachęci czy cokolwiek, bo wątpię, żeby na tym to się zatrzymało. Także do następnego posta ;)