niedziela, 3 listopada 2013

Ed

Witajcie moi drodzy. Dzisiaj chciałabym zaprezentować wam troszkę ciekawych rzeczy. A mianowicie to jedną:


To był pierwszy dzień Lucy. Dziewczyna o niebieskich oczach i brązowych kręconych włosach kierowała się właśnie w stronę szkoły. Bała się, jednak nie dawała po sobie tego poznać. Z wysoko podniesioną głową szła jedyną drogą do celu. Naprzeciw spacerowała właśnie jakaś starsza wyrafinowana pani, prowadząc na smyczy swojego wyrafinowanego białego pudelka. Lucy spojrzała na pieska i zauroczona jego widokiem trochę się zagapiła. W jednej sekundzie znalazła się na ziemi, zderzając z jakimś chłopakiem. Kartki, które on trzymał, wzniosły się do góry i powoli opadły na chodnik.
- O rany! Przepraszam, trochę się zagapiłam – powiedziała nieśmiało dziewczyna i przykucnęła, by pomóc zebrać jego rzeczy.
- Nic się nie stało. Sam to zbiorę – uśmiechnął się do niej.
Lucy podniosła się i spoglądała z góry jak chłopak układa kartki. Po chwili on także wstał, wziął resztę swoich papierów od dziewczyny i jedną ręką przycisnął do piersi cały ich plik. Drugą rękę wyciągnął w stronę dziewczyny:
- Jestem Ed. A ty?
- Lucy – uścisnęła jego dłoń. – Do szkoły?
- Tak, chyba idziemy do tej samej – odpowiedział.
Lucy przytaknęła i razem ruszyli ścieżką. Przez całą drogę rozmawiali o wspólnych zainteresowaniach, wakacjach, które niedawno minęły i o pierwszym dniu Lucy. Ed podtrzymywał ją na duchu, nie chciał, by czuła się źle w nowej szkole, tym bardziej, że on chodzi tutaj już drugi rok. Nagle obydwoje stanęli przed wysokim budynkiem. Szkoła robiła wrażenie. Niebieski, wysoki budynek, z nowoczesnymi oknami i oszklonymi drzwiami sprawiał zachwyt u Lucy. Na zewnątrz mnóstwo roślin i dużo miejsca, jednak ogrodzenie wokół sprawiało zawsze największy problem. Kiedy przeszli przez furtkę akurat zadzwonił dzwonek na lekcje. Ed zerknął na plan lekcji dziewczyny i wskazał jej odpowiednią drogę do sali.
- Spotkamy się później – szepnął.
Ed nie mógł skupić się na lekcji. Nagle zaczął słyszeć głosy w swojej głowie. Czuł jakby coś kazało mu gdzieś iść. Już wcześniej tak było, lecz teraz się nasiliło. Szkoła była bardzo wielka. Miała mnóstwo pomieszczeń, gdzie noga ucznia nawet nie postąpiła. Było tu dużo sekretów i ciekawych rzeczy. Lucy też słyszała to w swojej głowie, jednak tylko przez chwilę. Usprawiedliwiała to przemęczeniem. Obydwoje mimo to nie mogli doczekać się dzwonka, by w końcu pozwolić nieznanemu głosowi iść gdzie chce. To coś mimo wszystko musiało skądś się wziąć. Ed był bardzo wrażliwy i podatny na takie rzeczy, lubił pomagać innym nie oczekując niczego w zamian. Stąd to wszystko. Kiedy w końcu nadszedł ten moment, kiedy to uczniowie mogli wyjść z sal, Ed czym prędzej pognał do Lucy. Jednym ruchem złapał ją za rękę i pociągnął w stronę schodów, na które nie wolno było wchodzić. Dziewczyna zdziwiona i zdezorientowana starała się uspokoić chłopaka.
- Dobrze, pójdę z tobą, ale zaraz wracamy – powiedziała.
Weszli na samą górę aż do zakazanego korytarza… a raczej zabronionego. Chłopak zamknął oczy i zaczął iść przed siebie, starając się usłyszeć znów to w swojej głowie.
- Tutaj! – krzyknął i nagle otworzył drzwi jednego z pomieszczeń.
- Cicho, bo ktoś usłyszy – syknęła dziewczyna.
Lucy i Ed byli rozczarowani. Pokój był dosłownie pusty. Bez żadnych mebli, czegokolwiek. I czego szukać w takim pokoju…
- Na pewno tutaj to słyszałeś? – zapytała.

Napisane z nudów. W sumie nic ciekawego, ale mam nadzieję, że choć trochę może was zachęci czy cokolwiek, bo wątpię, żeby na tym to się zatrzymało. Także do następnego posta ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz