Nie macie pojęcia ile bym teraz dała, żeby on był teraz w moim łóżku, przy mnie... a nie kurde... co innego. Chciałabym się do niego przytulić. Poczuć ten jego spokój. Chciałabym, żeby się położył na plecach, podłożył jedną rękę pod głowę, a drugą objął moje zimne ciało. Żeby patrzył się w sufit, zgiął jedną nogę w bok i był opanowany. Pełen spokoju, skazy i czystości. Odczucie wywierające na mnie poczucie bezpieczeństwa. Chciałabym złapać go znów za koszulkę, ścisnąć rączkę w pięść i spojrzeć mu w ciemnościach w oczy. On by również spojrzał, byłby tak blisko, czułby mój oddech. Lecz to jedna noc, nie więcej... Jeszcze tydzień wolnego, ale warto się wziąć za naukę (ironia) Wkurwia mnie takie gadanie, bo niszczy mi takie pełne rozluźnienie kiedy mamy wolne i ciągle przypomina: Ej, Sonia, ty masz dużo testów za tydzień, powinnaś brać się serio za naukę tak jak on, a nie siedzieć przed laptopem... Czasem mam wrażenie, że naprawdę nie istnieję. Z jednej strony chcę istnieć, a z drugiej strony dla mnie to obojętne. Bo jaki to ma sens...Nic w sumie nie ma sensu. Zaczyna straszyć już ludzi. Waga ciągle spada, a ja się zaczynam w końcu sobie podobać, chociaż wszyscy twierdzą, że już za dużo tego. Krzyczą na mnie, że mam przestać. Nigdy niczego nie przestanę. Rozumiecie? Nawet tego co złe. Będę robić wam to na złość. Ta noc była długa. Noc. Noc. Noc. Noc. Miło było porozmawiać w nocy szczerze, kiedy nie miałam sił kłamać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz